Wakacje 2009. Część 4. - Chorwacja


Link 25.11.2009 :: 12:18 Komentuj (0)
Olbrzymie opóźnienie w publikacji wynika stąd, że od początku studiów stałam się niezwykle zajętą osobą z niezwykle małą ilością wolnego czasu. Ale do rzeczy. Opisu wyjazdu już mi się nawet nie chce pisać bo po pierwsze to był wyjazd rodzinny a na takich zwykle nie ma jakichś dziko niezwykłych przygód i mają one spokojny przebieg, a po drugie był już tak dawno, że nie pamiętam szczegółów. A więc, zdjęcia. Oto one:

I. Jeziora Plitwickie
















II. Zdjęcia z drogi












III. Dubrownik i okolice:








































































IV. Zagrzeb








Wakacje 2009. Część 3. - rajd konny


Link 05.10.2009 :: 19:30 Komentuj (0)
... i znów byłam na rajdzie konnym na Suwalszczyźnie. Na tym samym siwym koniku, który na imię ma Kord ale do którego nikt się inaczej nie zwraca jak po prostu Siwy. Tym razem ekipa większa niż poprzednio i jeszcze weselsza. Prawdziwi koniarze z krwi i kości, niektórzy nawet mający własne wierzchowce w posiadaniu, a umiejętności tyle, że starczyłoby na obdzielenie dwóch albo trzech słabszych jeźdźców. Z początku bałam się że nie dam rady, ale gdzie tam! Niby ostatnio jeździłam w listopadzie zeszłego roku (a może październiku?), ale całkiem jakby tej przerwy nie było, po paru dniach czułam się w siodle jakbym do niego przyrosła. I bardzo było wesoło. I jakie galopy! Cwały! A ostatni galop - w nocy, przez las, z dzikim, szalonym śpiewem na ustach. Jak jakiś Wielki Gon Sapkowskiego albo co. I, dziękować Bogu, ani razu tym razem nie zleciałam. Bo wspominając ostatniego Hubertusa (właśnie z tego października/listopada), po którym leczyłam złamanie ręki przez 3 miesiące, mogłoby to mieć opłakane skutki dla następnych wyjazdów - Adapciaka i Chorwacji! Ale całe szczęście, wróciłam cało.

Dwa z bardzo niewielu zdjęć nas, kiedy jesteśmy w siodłach. Niewielu, bo żeby je robić, trzeba było się zatrzymywać i robić mnóstwo ceremonii wokół tego, konie się denerwowały, ludzie niecierpliwili, i ogólnie za dużo z tym było zamieszania.




Tak jadaliśmy.


Wycieczka nad Biebrzę w "Dzień Konia" (czyli dzień bez jazdy, żeby konie mogły odpocząć).










A tu (prawie) cała nasza brygada. Drugi rząd, od lewej - pani, która gotowała nam obiady, Karolina, Jacek, Julia ("Lulu"), Małgosia, Ania. Pierwszy rząd, od lewej - Agnieszka, Marzenka, p. Waldek, prowadzący rajd, Danusia i ja. Prawie cała bo brakuje Rysia, który musiał wyjechać dzień przed końcem rajdu.


Tylko Karolina i ja byłyśmy osobami "z zewnątrz", reszta rajdowiczów znała się już przedtem i przyjaźniła - jeździli razem na rajdy po Ukrainie co roku. Karolina jest studentką wrocławskiej logistyki, podobnie jak ja jeździ konno głównie w wakacje. Jacek hoduje gołębie i konie u siebie na wsi, świetnie jeździ i lubi się tym popisywać (aż za bardzo), Lulu jest córką Marzenki i chce zostać weterynarzem, a już teraz zna się trochę na tym temacie i np. pomaga przy porodach cielaków, Małgosia jest weterynarzem od małych zwierząt takich jak psy i koty i ma z mężem prywatną klinikę weterynaryjną, Ania jest stomatologiem i dość nieśmiało jeździ konno, ale jest pełna dobrych chęci, Agnieszka to również weterynarz, ale od "dużych zwierząt" i na przykład zajmuje się kastracją ogierów (o czym pewnego razu opowiadała ze szczegółami przy ognisku ku udręczeniu męskiej części słuchaczy), świetny z niej jeździec, Marzenka to chyba najsympatyczniejsza postać całego rajdu, bardzo wesoła i zabawna, jest stomatologiem, ma też własne konie, które nawet miałam okazję zobaczyć bo mnie do siebie do domu na wieś zaprosiła, z czego skorzystałam. O tym później. P. Waldek to znany już mi od zeszłego roku prowadzący rajd który słynie z tego że nigdy nie wzgardzi kieliszeczkiem (z rana "na rozczmuchanie", potem "strzemiennego"..), ale i z tego że najbardziej na świecie kocha swoje koniki, i bardzo o nie dba (nigdy nie pozwalał kłusować po kamienistej drodze, żeby im się kopytka nie uszkodziły). I urządza bardzo dobre galopy, długie i szybkie jak piorun. Danusia to kolejna przesympatyczna osoba, o telewizyjnym uśmiechu (ponoć kiedyś pracowała w TVP zresztą), też bardzo dobrze jeździ, niestety nie spytałam czym się obecnie zajmuje. Na pewno czymś fajnym. Jeśli chodzi o Rysia to ma firmę organizującą przyjęcia weselne, stypy itp. I spotkało go bardzo przykre zdarzenie bo jego pracownica, która nomen omen parę dni wcześniej wyprawiła sobie u niego wesele, wpadła z mężem samochodem pod TIRa i zginęła na miejscu. Wyjechał wcześniej właśnie na jej pogrzeb... Jak to się wszystko dziwnie splata na świecie, aż strach myśleć (...)

Agnieszka z gniadym. Gniady to bardzo nerwowy i płochliwy koń, "delikatny" - jeździli na nim na przemian Jacek i Agnieszka, najlepsi jeźdźcy z całej drużyny (lepsi chyba nawet od prowadzącego rajd).


O, tu widać jak Jacek się popisuje. Ale to jeszcze i tak nic, on twierdzi, że umie zrobić jaskółkę w galopie! Ale dobrze wie że w galopie tego nie sprawdzę bo ja się do tyłu nie oglądam w takim pędzie, żeby nie zlecieć (Jacek z Agą jako najlepsi jechali na końcu, zostawali z tyłu a potem nas doganiali, żeby mieć jeszcze szybszą jazdę).


A tu p. Waldek z nieodłącznym petem w ustach. Palił przez cały czas jazdy stępokłusem i po tym kiedy wyrzucał niedopałek można było wnioskować że zaraz będzie galop.


Postój na "Żubra". Jeden z wielu na trasie. Bez dalszych komentarzy ;)


A tu już w gościnie u Marzenki, a dokładniej na porannej przejażdżce na jej Kamie. Marzenka (tu akurat robi zdjęcie), Danusia, Ania i ja - oto ekipa galopów po lasach i rżyskach. Po drodze trafiliśmy na ciało sarenki z przetrąconą nogą... ale nie mam tego na zdjęciach bo to było zbyt przykre.


To zdjęcie zrobiłam całkiem przypadkowo, niechcący nacisnąwszy na spust migawki. I proszę, jakie artystyczne i frapujące ujęcie! Myślałby kto że długo nad jego kompozycją myślałam. Więcej takich przypadków sobie życzę!


Danusia na pięknie zebranym rumaku.


I kilka zdjęć wnętrza domu Marzenki, który mnie oczarował wspaniałą, klimatyczną atmosferą i przepięknie, w starym, dobrym stylu urządzonymi pokojami.






Mam nadzieję, że Marzena nie obrazi się, że te zdjęcia ich wnętrz tu publikuję - to z samego tylko podziwu dla kunsztu w jakim je sobie z mężem urządzili i ukontentowania, że byłam goszczona w tak uroczych włościach :)



***

Znajomi:



Maciek




Archiwum:



2011
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień



Szablon wykonał: Htsz, pobrano z: Szablony.Blogowicz
autor zawartości bloga: wildhorse © 2007
powered by Blogowicz.info